?

Log in

No account? Create an account
BURMA

Problemy z empatią i politykami

Previous Entry Share Flag Next Entry
w imię ciemnogrodu
BURMA
oltschi
T łumaczę się, czemu tak długo. Zaczęłam pisać to, potem co innego, z tego innego zrezygnowałam i wróciłam do tego. No. Za każdym razem jak zrezygnowałam, trafiałam na co raz ciekawsze artykuły, i nie mogłam się oprzeć, żeby dorzucić swojego trzy grosiki. 
  Serdecznie zapraszam!
  Jak już wspominałam, jestem na dobrej drodze – albo nawet już nią kroczę – by stać się konserwatywną bigotką. Nie możemy jednak zapomnieć, że wraz z byciem bigotem idzie jeszcze jedno – religia. Wraz z tym słowem na twarzach moich czytelników pojawiła się zapewne cała gama ciekawych ekspresji – od zaciekawienia, znudzenia do pobłażliwego uśmieszku i w końcu totalnego zażenowania.
  
  Odradzano mi wkraczanie na ten temat, ponieważ pomimo tego, że jest dosyć nośny, zwłaszcza w Polsce ostatnimi czasy, to poza tym jest już chyba oklepany i ludzie mają go powoli dość. Nie mogę się jednak oprzeć pokusie by zniszczyć wam ten jakże przemiły wieczór i jeszcze w dodatku pewnie wkurwić kilka osób. Taka ze mnie wredna franca.
  
  Świat prze naprzód, i nie można tego uniknąć. Jakiekolwiek zatrzymywanie postępu jest absolutnie niezdrowe – i pomimo bycia fanką raczej tradycji i tradycyjnych zachowań – absolutnie tego stopowania nie popieram. Nie trudno jednak zauważyć, że w dzisiejszych czasach wszystko to, co łączy się z wielowiekową tradycją uważane jest po prostu za zacofane i zabobonne, nawet Kościół- najstarszą „firmę” na świecie, która aktywnie z tym zabobonem walczy.
  
  Religia, a przede wszystkim wiara katolicka, uważana jest za wiarę ludzi słabych. Kto bowiem w dzisiejszych czasach – przy zdrowych zmysłach – modlić się może do dwóch patyków zbitych gwoździem i do kolesia przypominającego jakiegoś hipisa? Jak można zawierzyć książce, napisanej przez „[kogoś, kto jest] napruty winem i palący jakieś zioła”? Jak widać, nawet z Dody - czołowej polskiej artystki która NA PEWNO zrobi karierę za granicą, bo wynajęła kawalerkę pod L.A – wylewa się oburzenie.
  
  Muszę jednak przyznać, że w katolikach rzeczywiście coś obumarło, szczególnie w polskich. To chyba kwestia dobrobytu – zaborców brak, wojen też nie ma, nawet złowrogiego systemu politycznego trudno się dopatrzyć (przynajmniej oficjalnie, bo przeca gołym okiem widać, że z Polski powoli robi się plan „Misia” Barei). Wiara dla Polaków zawsze była źródłem, oparciem i korzeniem. Pozwalała nam przetrwać, bo to właśnie chrześcijaństwo było nierozerwalnie związane z naszą tradycją, i pozwalało sądzić, że dopóki możemy naszą wiarę wyznawać, dopóty nie umrze polskość. Dzisiaj jednak, kiedy powoli zapadamy się w rzeczywistości konsumpcjonizmu, życia „tu i teraz”, carpe diem i innych pretensjonalnych przepisów na życie antycznych oszołomów, ludzie zapominają o tej duchowej sferze swojego życia. Nie wiem dlaczego, może to kwestia jak najlepszego rozplanowywania swojego życia i czasu, powstają przecież nawet specjalne szkoły, które uczą swoich adeptów jak najlepszego pożytkowania swojego życia. Swoją drogą, zabawne, że ludzie potrzebują szkół, aby poradzić sobie z rzeczywistością.
  Powracając jednak do tego powolnego obumierania i rozkładu wiary kilku jeszcze procent prawdziwych katoli (jak mówi pan Cejrowski: „Tak, jestem katolem”. A ja dodaję: „I chuj wam do tego”), to dziwi mnie zgoda środowiska chrześcijańskiego na obelgi i wyśmiewanie. Czym innych jest przecież zdrowy rozsądek i dystans do siebie:
a czym innym darcie Biblii i zasłanianie się artyzmem. Swoją drogą, ciekawe, jak daleko posuwa się Nergal w swoim domniemanym „artyzmie” i w sumie, łatwo byłoby to sprawdzić. Chciałabym poprosić pana Nergala, by w imię artystycznej wizji podarłby Koran albo Torę. Tak po prostu, podejść do niego, rzucić Koran na stół i krzyknąć „Podrzyj to!”. Myślę, że pan Nergal spierdalałby tak szybko, że zostawiałby za sobą ślad niczym spadająca gwiazda.
  Wydaje mi się jednak, że nic się w naszym kraju pod tym względem nie zmieni. Dlaczego? Dopóki głupawe społeczeństwo zapatrzone będzie na Unię Europejską i zalany najgorszą odmianą lewactwa zachód, dopóty dostosowywać się będzie do wszelkich mód, a jak wiadomo, również same ataki na kościół taką modą się stały.
  Odmienny problem stanowią również w Polsce media - wiadomo które – które siłą próbują nam wmusić bandę pseudoautorytetów:
  Nie powiem, każda krytyka pana Tuska – oczywiście odpowiednio argumentowana i poparta dowodami – jest miła memu sercu, ale jeśli już sama pani Środa krytykuje pana premiera, któremu jeszcze niedawno była zapewne gotowa robić za dywanik, to coś tu jest nie tak. Nazwisko naszego premiera jest tylko przykrywką – przynajmniej moim zdaniem – by po raz kolejny podeptać „tradycjonalistów”, czytaj: Kościół.
  No i ten cały XIX wiek. Co ty masz kobieto do wieku XIX? Naprawdę uważa pani, że wiek XIX to taki straszny ciemnogród? O ile dobrze pamiętam z lekcji historii, wiek XIX był wiekiem wielkich idei, często sprzeciwiających się Kościołowi, powstaje wtedy idea anarchizmu, socjalizmu, anarchosyndykalizmu i całe mnóstwo innych idei, które – za przeproszeniem – w dupie miały Kościół. Nie wiem, czy to kwestia braków w edukacji, czy po prostu potrzeba użycia kilku mądrych słów, no i koniecznie jednej daty, żeby się wykazać elokwencją. To przeszłe 100 lat to przecież wiek wielkich odkryć, wynalazków, postępu technicznego! Wiek pary i stali! Pary i żelaza! Elektryczność! Poczty! Samochody! Koleje! Nawet parostatki. „Mityczny” XIX wiek kurwa jego mać.
  Czy naprawdę tak dziwi debata wokół in vitro? Serio? Trzeba być chyba bezmózgą panienką w okresie burzy i naporu żeby nie rozumieć problemu. Dla mnie przynajmniej in vitro kojarzy się z mechaniczną ingerencją w coś, co powinno pozostawić się naturze. Ale o in vitro wypowiadać się nie chce, bo nie wiem, jak czują się ludzie, których ten problem dotyczy i nie wiem, jak sama zachowałabym się w takiej sytuacji. Może się to wydać tej garstce czytelników dziwne, ale wyobraźcie sobie, że nie chcę kogoś urazić. Progres jeśli chodzi o poziom mojej empatii.
  No i jeszcze to niekończące się pierdolenie o tym, że w szkole na religii uczą o szatanie i złu homoseksualizmu. Całe moje krótkie życie chodziłam na lekcje religii, nawet w okresie jawnego buntu nastoletniego, ale nikt mnie o szatanie jako takim nie uczył. Ani o tym, że homoseksualistów trzeba palić na stosie. A jeśli chodzi o środki antykoncepcyjne bez recepty, to wszystko fajnie, proszę bardzo, bardzo chętnie – ale czy brak recept, brak konieczności wizyty u lekarza nie sprawi, że apteki będą oblegane przez napalone 13 – latki, które chcą się rozdziewiczyć na szkolnej dyskotece z panem od wychowania fizycznego? Przecież nastolatki to idiotki, sama nią byłam i wiem, że nie można nam ufać. Ledwo się czytać i dodawać ułamki nauczyły i oczekujecie, że po przeczytaniu recepty tabletek coś zrozumieją? Można argumentować, że przecież mogą zapytać rodziców.
  Ta. Już widzę jak różowa jeszcze trzynastka z segregatorem na karteczki w jednej ręce i palcem w nosie drugiej ręki pobiegnie do zarobionej po łokcie matki i oświadczy jej, że ma zamiar dać się przelecieć kolesiowi w białym volvo.
  Pamiętajcie, wszystkiemu winna jest religia. Choroby cywilizacyjne, kiła, syfilis i nastki z brzuchem to wina Kościoła. Bo ciemnogród! Zacofanie! Zabobon! Ja przepraszam bardzo, ale każdy kto ma choć trochę mózgu potrafi decydować za siebie. Pogląd hierarchii kościelnej to jedno, ale życie w zgodzie ze sobą, bez strachu, to drugie.
  Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo czasami czuję, że nie mam wyboru. Bo mnie krew zalewa jak czytam wywiadu z polskimi „autorytetami”. Bo dużo ludzi w te autorytety wierzy i biegnie za nimi jak pies z wywalonym jęzorem. Lewactwo totalne się szerzy i odbiera ludziom możliwość racjonalnego osądu i myślenia. Dowód?

  Feministyczna grupa którą jeszcze niedawno udało mi się pochwalić, dzisiaj zdecydowała się odjebać manianę jakiej jeszcze nie widziałam. A w imię czego? W imię trzech idiotek, które wybrały sobie cerkiew na agitację poglądów politycznych. 
  To odłączamy ten Kościół od polityki czy nie, drodzy państwo?