BURMA

Problemy z empatią i politykami

duh
BURMA
oltschi
All Saints Day is depressing really. Sometimes I wish we would celebrate Halloween in Poland. 

dear
BURMA
oltschi
I don't want to be a lawyer, i want to be an actress for fuck's sake

Sunday
BURMA
oltschi
On Sunday I leave to college. Completely different city, no friends, new environment. I'm terrified. I don't want to go there, but I already paid for the room and I'm scared to tell my parents that I resign. Besides, they wouldn't let me. 

'You're going to study law, you can not let us down, it's a huge chance for you'. 

I don't know whether I want to be a lawyer. I thought I do, but now... 
I just want to stay in Cracow, with my friends, with my family. 

I'm afraid that I'll come back here one day and I'll realise that I'm completely alone. 

make a decision god dammit!
BURMA
oltschi
I can not decide between Thor and The Avengers. WHAT DO I LIKE MOOORE? 

I lost my ability to can with all these wonderful people in it. What is my life compared to theirs, basically? 

Discovery
BURMA
oltschi
  Thanks to ohnotheydidnt I discovered miss Azealia Banks and man, she's dope. I absolutely adore her, her style, her flow. Thanks to her I still have some faith in woman rap. I used to think Nicki Minaj is my hope, but well, after Pink Friday Reloaded, or however that album is called I lost my faith in her. Roman? Alter egos? Really? How fuckin' innovative. Come up with something new for a change. 

  So, basically, listen to miss Banks and enjoy pure awesomness. 

  

DAMN
BURMA
oltschi
  I just got really mad and chopped off my hair. Not much, but still. I'm surprised I actually did it. 

  I need help, man. Anger management. 

Damage
hurr
oltschi
My hair is so damaged, it's unbeliavable. I swear I've tried everything - magical shampoos, conditioners blessed by unicorns, masks made out of cthulhulu wonders. WHY DO THEY LOOK LIKE THAAAT? 

Dead ratty ends, dear. This is how desperate I am: I sit in front of my laptop with a plastic bag on my head, inside of which you can find my hair covered in olive oil, egg yolk and lemon juice. It has to work. I even gave up dying my hair. That sucks even more, no chance I'm gonna get laid this year. 

So
BURMA
oltschi
  Basically, I'm a 19 year old Polish girl from a little village in the middle of nowhere. If you're wondering what are these three previous posts about, well, it's hard to explain. Politics and my personal issues. You know, lack of empathy and all. 
  I moved to another website, so from now on, this profile will be more private. Let's stay away from politics for a moment. I can handle that. 

  I guess. 

  Oltschi. 

w imię ciemnogrodu
BURMA
oltschi
T łumaczę się, czemu tak długo. Zaczęłam pisać to, potem co innego, z tego innego zrezygnowałam i wróciłam do tego. No. Za każdym razem jak zrezygnowałam, trafiałam na co raz ciekawsze artykuły, i nie mogłam się oprzeć, żeby dorzucić swojego trzy grosiki. 
  Serdecznie zapraszam!
  Jak już wspominałam, jestem na dobrej drodze – albo nawet już nią kroczę – by stać się konserwatywną bigotką. Nie możemy jednak zapomnieć, że wraz z byciem bigotem idzie jeszcze jedno – religia. Wraz z tym słowem na twarzach moich czytelników pojawiła się zapewne cała gama ciekawych ekspresji – od zaciekawienia, znudzenia do pobłażliwego uśmieszku i w końcu totalnego zażenowania.
  
  Odradzano mi wkraczanie na ten temat, ponieważ pomimo tego, że jest dosyć nośny, zwłaszcza w Polsce ostatnimi czasy, to poza tym jest już chyba oklepany i ludzie mają go powoli dość. Nie mogę się jednak oprzeć pokusie by zniszczyć wam ten jakże przemiły wieczór i jeszcze w dodatku pewnie wkurwić kilka osób. Taka ze mnie wredna franca.
  
  Świat prze naprzód, i nie można tego uniknąć. Jakiekolwiek zatrzymywanie postępu jest absolutnie niezdrowe – i pomimo bycia fanką raczej tradycji i tradycyjnych zachowań – absolutnie tego stopowania nie popieram. Nie trudno jednak zauważyć, że w dzisiejszych czasach wszystko to, co łączy się z wielowiekową tradycją uważane jest po prostu za zacofane i zabobonne, nawet Kościół- najstarszą „firmę” na świecie, która aktywnie z tym zabobonem walczy.
  
  Religia, a przede wszystkim wiara katolicka, uważana jest za wiarę ludzi słabych. Kto bowiem w dzisiejszych czasach – przy zdrowych zmysłach – modlić się może do dwóch patyków zbitych gwoździem i do kolesia przypominającego jakiegoś hipisa? Jak można zawierzyć książce, napisanej przez „[kogoś, kto jest] napruty winem i palący jakieś zioła”? Jak widać, nawet z Dody - czołowej polskiej artystki która NA PEWNO zrobi karierę za granicą, bo wynajęła kawalerkę pod L.A – wylewa się oburzenie.
  
  Muszę jednak przyznać, że w katolikach rzeczywiście coś obumarło, szczególnie w polskich. To chyba kwestia dobrobytu – zaborców brak, wojen też nie ma, nawet złowrogiego systemu politycznego trudno się dopatrzyć (przynajmniej oficjalnie, bo przeca gołym okiem widać, że z Polski powoli robi się plan „Misia” Barei). Wiara dla Polaków zawsze była źródłem, oparciem i korzeniem. Pozwalała nam przetrwać, bo to właśnie chrześcijaństwo było nierozerwalnie związane z naszą tradycją, i pozwalało sądzić, że dopóki możemy naszą wiarę wyznawać, dopóty nie umrze polskość. Dzisiaj jednak, kiedy powoli zapadamy się w rzeczywistości konsumpcjonizmu, życia „tu i teraz”, carpe diem i innych pretensjonalnych przepisów na życie antycznych oszołomów, ludzie zapominają o tej duchowej sferze swojego życia. Nie wiem dlaczego, może to kwestia jak najlepszego rozplanowywania swojego życia i czasu, powstają przecież nawet specjalne szkoły, które uczą swoich adeptów jak najlepszego pożytkowania swojego życia. Swoją drogą, zabawne, że ludzie potrzebują szkół, aby poradzić sobie z rzeczywistością.
  Powracając jednak do tego powolnego obumierania i rozkładu wiary kilku jeszcze procent prawdziwych katoli (jak mówi pan Cejrowski: „Tak, jestem katolem”. A ja dodaję: „I chuj wam do tego”), to dziwi mnie zgoda środowiska chrześcijańskiego na obelgi i wyśmiewanie. Czym innych jest przecież zdrowy rozsądek i dystans do siebie:
a czym innym darcie Biblii i zasłanianie się artyzmem. Swoją drogą, ciekawe, jak daleko posuwa się Nergal w swoim domniemanym „artyzmie” i w sumie, łatwo byłoby to sprawdzić. Chciałabym poprosić pana Nergala, by w imię artystycznej wizji podarłby Koran albo Torę. Tak po prostu, podejść do niego, rzucić Koran na stół i krzyknąć „Podrzyj to!”. Myślę, że pan Nergal spierdalałby tak szybko, że zostawiałby za sobą ślad niczym spadająca gwiazda.
  Wydaje mi się jednak, że nic się w naszym kraju pod tym względem nie zmieni. Dlaczego? Dopóki głupawe społeczeństwo zapatrzone będzie na Unię Europejską i zalany najgorszą odmianą lewactwa zachód, dopóty dostosowywać się będzie do wszelkich mód, a jak wiadomo, również same ataki na kościół taką modą się stały.
  Odmienny problem stanowią również w Polsce media - wiadomo które – które siłą próbują nam wmusić bandę pseudoautorytetów:
  Nie powiem, każda krytyka pana Tuska – oczywiście odpowiednio argumentowana i poparta dowodami – jest miła memu sercu, ale jeśli już sama pani Środa krytykuje pana premiera, któremu jeszcze niedawno była zapewne gotowa robić za dywanik, to coś tu jest nie tak. Nazwisko naszego premiera jest tylko przykrywką – przynajmniej moim zdaniem – by po raz kolejny podeptać „tradycjonalistów”, czytaj: Kościół.
  No i ten cały XIX wiek. Co ty masz kobieto do wieku XIX? Naprawdę uważa pani, że wiek XIX to taki straszny ciemnogród? O ile dobrze pamiętam z lekcji historii, wiek XIX był wiekiem wielkich idei, często sprzeciwiających się Kościołowi, powstaje wtedy idea anarchizmu, socjalizmu, anarchosyndykalizmu i całe mnóstwo innych idei, które – za przeproszeniem – w dupie miały Kościół. Nie wiem, czy to kwestia braków w edukacji, czy po prostu potrzeba użycia kilku mądrych słów, no i koniecznie jednej daty, żeby się wykazać elokwencją. To przeszłe 100 lat to przecież wiek wielkich odkryć, wynalazków, postępu technicznego! Wiek pary i stali! Pary i żelaza! Elektryczność! Poczty! Samochody! Koleje! Nawet parostatki. „Mityczny” XIX wiek kurwa jego mać.
  Czy naprawdę tak dziwi debata wokół in vitro? Serio? Trzeba być chyba bezmózgą panienką w okresie burzy i naporu żeby nie rozumieć problemu. Dla mnie przynajmniej in vitro kojarzy się z mechaniczną ingerencją w coś, co powinno pozostawić się naturze. Ale o in vitro wypowiadać się nie chce, bo nie wiem, jak czują się ludzie, których ten problem dotyczy i nie wiem, jak sama zachowałabym się w takiej sytuacji. Może się to wydać tej garstce czytelników dziwne, ale wyobraźcie sobie, że nie chcę kogoś urazić. Progres jeśli chodzi o poziom mojej empatii.
  No i jeszcze to niekończące się pierdolenie o tym, że w szkole na religii uczą o szatanie i złu homoseksualizmu. Całe moje krótkie życie chodziłam na lekcje religii, nawet w okresie jawnego buntu nastoletniego, ale nikt mnie o szatanie jako takim nie uczył. Ani o tym, że homoseksualistów trzeba palić na stosie. A jeśli chodzi o środki antykoncepcyjne bez recepty, to wszystko fajnie, proszę bardzo, bardzo chętnie – ale czy brak recept, brak konieczności wizyty u lekarza nie sprawi, że apteki będą oblegane przez napalone 13 – latki, które chcą się rozdziewiczyć na szkolnej dyskotece z panem od wychowania fizycznego? Przecież nastolatki to idiotki, sama nią byłam i wiem, że nie można nam ufać. Ledwo się czytać i dodawać ułamki nauczyły i oczekujecie, że po przeczytaniu recepty tabletek coś zrozumieją? Można argumentować, że przecież mogą zapytać rodziców.
  Ta. Już widzę jak różowa jeszcze trzynastka z segregatorem na karteczki w jednej ręce i palcem w nosie drugiej ręki pobiegnie do zarobionej po łokcie matki i oświadczy jej, że ma zamiar dać się przelecieć kolesiowi w białym volvo.
  Pamiętajcie, wszystkiemu winna jest religia. Choroby cywilizacyjne, kiła, syfilis i nastki z brzuchem to wina Kościoła. Bo ciemnogród! Zacofanie! Zabobon! Ja przepraszam bardzo, ale każdy kto ma choć trochę mózgu potrafi decydować za siebie. Pogląd hierarchii kościelnej to jedno, ale życie w zgodzie ze sobą, bez strachu, to drugie.
  Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo czasami czuję, że nie mam wyboru. Bo mnie krew zalewa jak czytam wywiadu z polskimi „autorytetami”. Bo dużo ludzi w te autorytety wierzy i biegnie za nimi jak pies z wywalonym jęzorem. Lewactwo totalne się szerzy i odbiera ludziom możliwość racjonalnego osądu i myślenia. Dowód?

  Feministyczna grupa którą jeszcze niedawno udało mi się pochwalić, dzisiaj zdecydowała się odjebać manianę jakiej jeszcze nie widziałam. A w imię czego? W imię trzech idiotek, które wybrały sobie cerkiew na agitację poglądów politycznych. 
  To odłączamy ten Kościół od polityki czy nie, drodzy państwo? 

kobieta nowoczesna
BURMA
oltschi
 Nigdy nie kryłam się z moim uzależnieniem od portali plotkarskich. Uwielbiam te ociekające lubrykantem newsy, jedne skandaliczne i oburzające, drugie słodkie aż do bólu zęba, i te ostatnie, trzecie – czyli pouczająco – moralizatorskie, w których wypowiadają się celebryci przekonani o swojej wyższości zarówno majątkowej, jak i ideowej.
  Jak również wiadomo, osoby publiczne, szczególnie w naszym kraju, nie mogą pozwolić sobie na własne poglądy. Dlaczego? Po pierwsze: samodzielne myślenie szkodzi. A po drugie: posiadanie poglądów innych niż cały światek aktorski, aktorsko – śpiewaczy, publicystyczno – dziennikarsko – śniadaniowy, czy po prostu nisza zajmowana przed przedstawicieli gatunku znani-z-tego-że-są-znani może się zakończyć utratą pracy, albo koniecznością występowania na Festiwalu Ziemniaka, bo jak inaczej spłacić raty kredytu na dom na Ursynowie, no i jeszcze to wypożyczone Maserati.
  Przeglądając jeden z takich portali (nazwy nie wymienię, albowiem moje przerośnięte ego jestprzekonane o mojej świetlanej przyszłości w tym kraju, i po prostu boimy się, że właściciele tego jakże zacnego portalu przeczytają mój post i jeszcze mnie zaskarżą), natknęłam się na wywiad ze znaną (nie wiem czy lubianą w sumie) Mają Ostaszewską. Jest to aktorka oczywiście wybitna – jak większość aktorów w naszym kraju – ale i tak znamy ją tylko z roli Beatki z ,,Przepisu na Życie” (nie staram się być złośliwa, no ale dobrze kurwa wiecie, że tak jest).
  Pani Maja udzielając wywiadu dla którejś z polskich kolorowych pism wydawanych na śliskim papierze, stwierdziła że:
,, Oczywiście czuję się feministką. Nie wiem, jak jakakolwiek inteligentna kobieta może się nią nie czuć.”
  A jednak może, pani Maju. I tak, dokładnie, uważam się za osobę inteligentną. Może mój wskaźnik IQ nie jest tak wysoki jakbym chciała, ale oszukiwać można się całe życie, i dobrze mi z tym, proszę nie niszczyć kłamstwa w którym żyję.
  Zadaję sobie jednak pytanie: skoro pani Maja uważana jest za kobietę nowoczesną, oświeconą i to wegetariankę w dodatku, której na duszy leży dobro nawet najmniejszego stworzenia, to kim jajestem? Czy jestem kobietą nowoczesną? Kim ona jest? W imię jakich wartości występuje? Czy kobietą nowoczesną może być nastolatka o lekko skrzywionych poglądach polityczno – życiowych, zażerająca się mięsem pod wszelką postacią i co jeszcze - nie wierząca w ekologię? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy dotrzeć do źródła pojęcia ,,kobieta nowoczesna”.
  Ruch Sufrażystek, który narodził się pod koniec XIX wieku, kojarzony jest przede wszystkim z amerykańską organizacją Woman’s Social and Political Union, która zrzeszała zwolenniczki przyznania angielskim kobietom praw wyborczych. Wtedy serio było o co walczyć. Kobiety zaangażowane w pierwszą falę feminizmu stały się symbolem obywatelskiego nieposłuszeństwa, a z czasem walki za wszelką cenę, nawet cenę przemocy i co za tym idzie społecznego ostracyzmu.
  A dzisiejsze feministki?
  Aborcja! Eutanazja! Równość, sprawiedliwość i cała masa innych pięknie brzmiących rzeczowników i przymiotników, które gdzie się nie pojawią, robią niesamowity burdel.  A propos burdelu…
„Nie jesteśmy przeciwko prostytucji. Jesteśmy za tym, by zalegalizować prostytucję” – mówi Kazimiera Szczuka.
  
  To jest właśnie dzisiejszy feminizm. Tam właśnie spełniają się kobiety nowoczesne. Ruch, który kojarzony był z uczciwą walką o prawa kobiet, o ich godność, równe traktowanie i pokonywanie barier, które bądź co bądź stawia nasza płeć - bo nie oszukujmy się, jakoś nie widzę żeby feministki zapierdalały pod kopalnie krzycząc ,,Więcej węgla! - staje po stronie alfonsów w beemkach. Równie dobrze pani Kazia mogłaby podejść do jakiegoś starego zwyrola, poklepać go po tyłku i powiedzieć:,,Kasuj. Ku chwale ojczyzny”.
  
  Dzisiejszym feministkom nie chodzi o same kobiety – chodzi o popularność, o modę na kontrowersyjne, jedyne w swoim rodzaju poglądy. Oczywiście, wszystko zasłaniane jest ,,dobrem państwa”, a raczej jego kompletnym zaprzeczeniem, czytaj: jakie my to kurwa nie jesteśmy fajne.  
  Prostytucja nie jest problemem, który można rozwiązać legalizacją. Gdyby do niej doszło, jedyne co by się w tej kwestii zmieniło, to przychód państwa. Tym kobietom, dziewczynom i dziewczynkom nie wiele osób chce pomóc, a co dopiero będzie, gdy prostytuowanie odbywać się będzie w majestacie prawa? Na to pytanie zdaje się nikt nie mieć odpowiedzi, albo po prostu tej odpowiedzi udzielić nie chce. No, ale cóż, wiele trzeba poświęcić dla nowoczesności.
(czyt: sumienie i zdrowy rozsądek. Głowy z dupami zamienione miejscami)
  Kobiety inteligentne nie powinny utożsamiać z feministkami. A przynajmniej nie z tymi pod dowództwem Kazimiery Szczuki, Senyszyn i Nowickiej, która twardo ma sprawę w sądzie o pobieranie korzyści majątkowych w zamian za promowanie aborcji, ale mało brakuje, żeby ją do Dzień Dobry TVN jako eksperta od wychowania dzieci zaprosili. Swojego syna wychowała całkiem nieźle – z dumą w głosie stwierdził, że ofiary Katynia to przecież darmozjady były i dobrze że dostały po kulce w łeb. Piąteczka, pani Wando.
  Już nawet ukraiński Femen posługuje się lepszą argumentacją, i zdaje się mieć jeszcze jako – takie pojęcie o feminizmie, jego korzeniach i tym, o co tak naprawdę ma walczyć. Wiem, że ukraińskie panny budzą raczej uśmiech na twarzach niż poważne reakcje, ale to właśnie one protestowały przeciwko fali prostytucji zalewającej Polskę i  Ukrainę w czasie Euro. A poza tym – ładne są, a na cycki każdy lubi popatrzeć.
  
  Nie jestem przeciwniczką walki o prawa kobiet, ani nowoczesności jako – takiej. Nie mogę jednak zgodzić się na sposób walki o te prawa, nie mogę utożsamiać się z kobietami walczącymi o popłuczyny oryginalnej idei.
  Kobiety inteligentne mogą nie być feministkami. Kobieta inteligentna nie potrzebuje nikogo, kto będzie ją reprezentował i wyrażał – jak mu się wydaje – jej własne poglądy na wszystko. Ona sama zadba o siebie, o swoje prawa, bez konieczności uczestniczenia w Manifie, bez konieczności kroczenia pod ramię z Senyszyn.
  Kobiety inteligentne, dbajcie o siebie same, bo jeszcze skończycie na ulicy.
  
  Obrabiając komuś gałę w majestacie prawa. 

You are viewing oltschi